Moja macocha...
"Moja macocha jest kosmitką" jest starym filmem o międzyplanetarnej integracji. I to dosłownie. A to dlatego, że pewna kosmitka dostała misję zbadania, jakim cudem ziemianie potrafili skontaktować się z jej planetą, w dodatku wiedząc od razu, jaki jest ich słaby punkt i jak można ich unicestwić. Jej partnerem jest bardzo ohydne oko w torebce, które zna dokładnie struktury społeczne ludzkości, wie jak się zachować i jak poruszać wśród tej skomplikowanej rasy, jaką są ziemianie.Okazuje się, że połączenie z ich planetą nawiązał całkowitym przypadkiem pewien naukowiec, którego opuściła jakiś czas temu żona. I kosmitka musi za wszelką cenę dowiedzieć się, w jaki sposób on to zrobił. Kiedy przybywa na planetę i próbuje uwieść doktora okazuje się, że jest on nieco fajtłapowaty. Kiedy dowiaduje się, że najlepszą metodą na wywieraniu na nim presji jest wyjście z niego. Godzi się na to pod namową swojej przyjaciółki w torebce oraz konsultacji z szefami. Biorą zatem szybki ślub i są razem szczęśliwi. Jednak już pierwszego dnia po ślubie ona wysyła go do pracy, co nie bardzo mu się podoba. Kiedy dowiaduje się, że jest on tylko amatorem i połączenie udało mu się nawiązać tylko przy pomocy przypadku, jest zdruzgotana. Ale wpadają na pomysł powtórzenia tego eksperymentu.